Poradnia rodzinna, czy musi byc w Polsce?

A ja wychodze za obcokrajowca(katolika) w Polsce
Katechezy przedslubne i przedmalzenskie robimy tutaj na Wegrzech, natomiast poradnie najprawdopodobniej odwiedzimy w Rzeszowie bo tutaj czegos takiego nie ma. Licze, ze uda sie nam to sprawnie zalatwic, bo ostatnio doksztalcilam sie troche na temat npr i robie wykresy
A co do podzialu nauk na przedmalzenskie, przedslubne i poradnia to wiele zalezy wlasnie od wymagan danego proboszcza.
Np, w naszej parafi wymagane jest swiadectwo ukonczenianauki religi, nie wiem jak jest gdzie indziej, ale wydajemi sie, ze nie w kazdej parafi jest ono potrzebne.
Wszelkie formalnosci koscielne zalatwiamy w rzeszowskim kosciele, tzn najpierw tutaj beda nam wydane po lacinie(jesli byloby po wegiersku musielibysmy oddac to do tlumaczenia przysieglego a to dodatkowe koszty), nastepnie oddamy je proboszczowi mojej rzeszowskiej parafi i tam spiszemy protokol.
Acha i przy pierwszej wizycie w kosciele ksiadz pytal sie czy moj narzeczony jest katolikiem, bo jesli nie to trzeba prosic kurie o pozwolenie.
Nie wiem czy moja pomoc na cos sie nada ale mam nadzieje, ze tak
Trzymam kciuki, zeby wszystko udalo sie sprawnie zalatwic

 

*PM 2009* (cz. 2)

U mnie wizyty u rodziców już z obu stron się odbyły. Ja również się denerwowałam przed pierwszym spotkaniem zapoznawczym. Właściwie nie miałam ku temu żadnych powodów. Uważam, że moi rodzice to normalni ludzie, a rodzice NŻ są bardzo sympatyczni. Był to jednak ważny moment, a w takim wypadku dość często wyobraźnia podsuwa mi czarne scenariusze czyli tzw, a co będzie jeśli... Na szczęście pierwsze spotkanie było bardzo miłe, a na drugim to juz rodzice przeszli na ty i zaczęli umawiać się na wspólne kupowanie strojów na ślub.

My nauki przedmałżeńskie zrobiliśmy w lutym tego roku i wiem, że są ważne całe życie . Teraz natomiast zbliża się termin wizyty w poradni przedmałżeńskiej i zaczynam się obawiać , że każą mi robić wykres temperatury ( słyszałam już takie historie). Ech... najwyżej go sobie narysuję

W którym cyklu zaciążyliśmy

hej kobitki.jak wychodziłam za mąż to chodzilismy z mężem na nauki przedmałżeńskie.mielismy spotkania właśnie z pania od planowania rodziny.no i przez miesiąc stosowałam temperatury itp,zapisywałam i tp.makabra ale jakos przebrnełam.pani mi poleciła robic to ciagle aby wczuc się w swój organizm.tak mierzyłam że wykres wyszedł taki ze ---ciąża.zrobiłam test---nie ma ciązy.ups.no pewnie cukrzyca dawała czadu a ja nie wiedziałam o tym.rok czasu staralismy sie na maxa.bez pomiarów juz.bo zwatpiłam w to wszystko.ale udało sie--moja fasolka ma juz 6lat!

NMPR

..czuję się zachęcona i zmotywowana wszystkim co przeczytałam i nawet zakupiłam dziś termometr Zastanawiam się tylko... skoro wszystko można określić dopiero "wstecz" to po ilu miesiącach, takich wykresach, można mieć pewność że owulacja jest 15dc albo 13dc? Ile należy się "powstrzymywać" w takim razie? Póki nie dojdę do wprawy i tak będziemy korzystać z mechanicznych metod anty Pewnie zadaję pytanie jak gimnazjalny uczniak ale wolę mieć czarno na żółtawym wyłuszczone niż się potem dziwić A może wychodzi to, że nauki przedmałżeńskie dopiero przed nami

 

III CZĘŚĆ POGADUSZEK CIĘŻARÓWEK!!! ;O)

Hej dziewczyny!!(chyba pierwszy raz sie wypowiadam na pogaduchach )

Michelle_19 ten kurs przedmalzenski w szkole to sciema!! ja tez go mialam ale przed slubem i tak musielismy uczeszczac na nauki do kosciola!!no i na dodatek na spotaknia na ktorych mielismy sie nauczyc jak planowac ciaze(gdzie ja bylam juz w koncowce 3 miesiaca) Tylko ze to nie my mielismy wymyslaxc tematy tylko taka babka uczyla nas robienia rozniastych wykresow zeby prawidlowo zaplanowac poczecie,ale...kto jej tam sluchal:)

Marta29 a Twoj gin wie ze masz takie cisnienie??Ja mialam raz u lekarki 130/91 i juz chciala mnie klasc na oddzial,ale na szczecie potem bylo juz normalnie-pewnie sie zestresowalam i mi tak skoczylo!!

PORADNIE PRZEDMAŁŻEŃSKIE

jak chodziliśmy na nauki przedmałżeńskie to jedne zajęcia prowadził facet, który prowadzi również poradnię. Gościu był tak nawiedzony, że we wszystkich aż sie gotowało takimi tekstami sadził. A najlepsze było to, jak opowiadał, że kiedyś do poradni przyszła parka, która miała już dziecko i ta dziewczyna miała założoną spiralę, więc też nie robiła żadnych wykresów ani pomiarów. Na ostatnich zajęciach jak mieli pokazać te wykresy to wtedy mu powiedzieli, że ich nie mają - z takiego i takiego powodu. A on im na to, że w takim razie mają iść do lekarza, żeby wyciągnąć tę spiralę, przynieść mu zaświadczenie od lekarza, ze się jej pozbyli i dopiero wtedy on da im zaświadczenie o ukończeniu poradni Gościu opowiadał nam to z taką dumą i satysfakcją, że nie zaliczyli u niego tej poradni, że szok

KATECHEZA DLA NARZECZONYCH

BIZI ale termometr i wykresy to jest chyba w poradni przedmałżeńskiej a nie na naukach :-/ Nauki to 6 spotkań, przeważnie 3 tygodnie, po 2 spotkania w tygodniu. My chodziliśmy na Kościelną i nawet nie było najgorzej, a trzy spotkania mogę nawet powiedzieć, że były fajne. Skoro mój Marcin nie narzekał i nie marudził, to naprawde nie musiało być źle

PM " 09 cz. XI

Ziel zdrowia życzę Twojej przyjaciółce i córeczce.

My się wybieramy do poradni we wtorek. Od razu może przyniosę wykres, choć nie skończę obserwacji. Byliśmy u księdza, ale nie spisaliśmy protokołu, bo nie mieliśmy w zasadzie żadnych dokumentów Proboszcz objaśnił nam co dokładnie potrzeba (choć w zasadzie o tym wiedziałam). Musimy się więc wyrobić do przyszłego tygodnia.
Na razie mam odpis swojego aktu urodzenia i odbyte nauki przedmałżeńskie. W piątek jedziemy z Ł w jego tarnowskie strony. Mam nadzieję, że zdążymy w jednym dniu obskoczyć jego parafie, jedną, drugą, usc.
W sobotę mam imieniny przyszłych teściów.

Dziewczyny, czy mogę idąc do księdza spisując protokół automatycznie załatwić zapowiedzi? Mam zamiar od razu zapłacić za ślub. Siostra moja w zeszłym roku zdaje się, że tak zrobiła. Ksiądz zapytał, gdy dawali kopertę - czy na ślub, czy na zapowiedzi - powiedziała - na ślub. Proboszcz nie patrzył do koperty

Jak lepiej przygotować się do małżeństwa?

Kiedys słyszałam o kursach małżeńskich które naprawde przygotowują do życia razem, tzn podobno. reportaz było o małżeństwie które jest bardzo religijne ma kilkoro dzieci i mieszka w duzym domu i w tym domu organizuje kursy przedmałżeńskie. Taki kurs trwa weekend czy cos koło tego i jest podobno bardziej zyciowy i tak dalej...
Z kursu tego na który chodziłam niczego nie wyniosłam, psycholog mówiła za cicho i jakoś przerabiałam to już na studiach, płodny śluż - hmmm no niekoniecznie bo pani zaczęła w pewnym momencie płakac i w ogóle była bardzo dziwna... Moze powinna być dyskusja na temat dlaczego jedne metody są dobre a inne zakazane? tylko weź i dyskutuj w kościele! (bo tam gdzie ja chodziłam to nauki odbywały się właśnie w kościele a nie w żadnej salce przy kościele). Poza tym trochę żałuje że nie dojechał prawnik bo o takich czysto życiowych sprawach tez można by było pogadać.
I na koniec pytanie: skoro na naukach przedmałżeńskich mamy problem śluzu to po jaką cholerę mam jeszcze spotykać się z panią z poradni rodzinnej? Dlaczego muszę być traktowana jak jakiś debil za przeproszeniem który nic nie wie o sobie swojej budowie anatomicznej i sprawach związanych z rozrodem? czy to jak będę wiedziała jak narysować swój wykres temperatury pomoże mi w szczęśliwym i zgodnym życiu z moim mężem? Tylko weź i powiedz coś dla tej pani albo księdzu co sie myśli o tych sprawach. przypuszczam że bym nie dostała wtedy ślubu.
Juz na koniec... tak podsumowując... w kursie brakuje mi dyskusji. Takiej normalnej zyciowej, stanowisko koscioła owszem ale równiez z jakimiś argumentami które do mnie przemówią a nie - jedyny argument bo tak ma być i koniec.

Jak lepiej przygotować się do małżeństwa?

Moze powinna być dyskusja na temat dlaczego jedne metody są dobre a inne zakazane?
Zgadzam się. Pewnie, że dorosłym ludziom (a w zasadzie nawet dzieciom) nie wystarczy powiedzieć "to wolno, a tego nie". Trzeba by w ogóle zaczynać temat od ukazania wartości, z których wynikają takie a nie inne wskazania.

skoro na naukach przedmałżeńskich mamy problem śluzu to po jaką cholerę mam jeszcze spotykać się z panią z poradni rodzinnej?
Osobiście myślę, że to ma sens, bo akurat indywidualny cykl każdej kobiety jest sprawą na tyle intymną, że nie wyobrażam sobie omawiania go na forum grupy A temu spotkania w poradni rodzinnej służą - indywidualnemu podejściu do każdej pary, pomocy w interpretacji moich własnych wykresów, a nie przekazaniu suchej teorii jak na kursie.

1

Donia1981 tez jestem zaskoczona tym podejściem, moim zdaniem nauki w poradni przedmałżeńskiej są po to, żeby nauczyć narzeczonych naturalnych metod. my byliśmy wczoraj, mój Łukasz, był tak zafascynowany, że zrobił ładniejsze wykresy ode mnie! ja już kiedyś przez krótki czas stosowałam metodę termiczną, ale szybko z niej zrezygnowałam, bo miałam za małą wiedzę na ten temat. tak naprawdę to dopiero wczoraj dowiedzieliśmy się wszystkiego ze szczegółami i bardzo dobrze, że narzeczeni muszą "zaliczyć" takie spotkania.
W końcu nikt nam nie każe stosować tylko NPR, jesteśmy wolni i możemy dokonać wyboru sposobu zabezpieczeń. My na pewno po tym spotkaniu wrócimy do metod naturalnych, bo od zawsze chcieliśmy je stosować ,ale do tej pory nie wiedzieliśmy do końca jak.

Jest jeszcze jeden wielki plus tych metod - już po ok tygodniu można rozpoznać ciąże, dzięki podwyższonej temp ciała! dla mnie to najważniejsza z zalet, chciałabym jak najszybciej wiedziec o ciąży, żeby od samego początku móc o siebie dbać. Zawsze mnie przerażało, ze kobiety dowiadują sie o tym fakcie, kiedy już ok 6 tyg maja za sobą. Moja znajoma w tym czasie zdążyła zaliczyć dwie imprezy alkoholowe i przeziębienie, a kiedy dowiedziała się ze jest w ciąży do teraz (jest w 8 miesiącu) boi sie o zdrowie dziecka.

A co do wstrzemięźliwości - to prowadząca podsumowała to tak: osoby, które potrafią odłożyć coś przyjemnego na później to osoby dojrzałe psychicznie.

1

Cytat:pogubiłam się...u nas to wygląda tak: nauki obejmują 4 spotkania: dwa z księdzem i dwa z babką z poradni - i po tym mamy dostać zaświadczenie. Czyli poradnię będziemy mieli zaliczoną, czy trzeba będzie jeszcze coś dodatkowego załatwiać?


U nas było 11 spotkań. 7 z księdzem, 2 z panem doktorem i 2 z panią psycholog z poradni. Po tym wszystkim dostaliśmy zaświadczenie od księdza, że ukończyliśmy kurs przedmałżeński. Potrzebujemy jeszcze zaświadczenia z poradni rodzinnej. W tym celu musimy zgłosić się na jedno spotkanie z wykresem i wysłuchać wykładu o naturalnym planowaniu rodziny.

1

dla nas nauki były ciekawym doświadczeniem podczas spotkań z księdzem panowała wspaniała atmosfera, mój M. wykłócał się z nim chyba o wszystko począwszy od seksu przedmałżeńskiego ale zaliczenie kursu na szczęście dostaliśmy Najfajniej wyglądało spotkanie z babka z poradni. Rozdała nam karty obserwacji z przykładowym wykresem omówiła co i jak i... podpisała ukończenie kursu

kwietniowe temperaturki 2

Nie Agniecha. Chodziło mi o Andzie28, spójrz na jej wykresy i dokładne dane. To się nazywa znajomość swego organizmu!

Pomyslec tylko, że przed staraniami nie miałam ojecia o ty, że np jest coś takiego ja 2 faza, nie wiedzialam kiedy mam owu (myslalam ze pewno w 14-16 dc, bo tak usłyszalam na naukach przedmałżenskich hihihi) I tak w ogole, pamietam jak w trakcie tych nauk przedmałż śmialam sie z rysowania tych wykresow. A teraz, prosze , grzecznie punkt 7.oo , termometr w pogotowiu na szafce nocnej.... obliczam, wyliczam, przeliczam, wczuwam si,e boli, nie boli, dobrze, żle . Zwariowac mozna! I wcale nie ciesze sie, ze tyle wiem, wolalabym byc calkowiltym laikiem w tych sprawach. Moze wtedy poszlo by latwiej.

Kto powinien uczyć npr?

Nie słyszałaś nigdy???
U nas to było ciągle na naukach przedmałżeńskich o integracyjnej roli npr, tak to się nazywało. I ta radość też mi zapadła w pamięć razem z zaangażowaniem męża... ktory z miłością podaje termometr co rano

U nas ta radość sprowadzała się do tego, że mąż czasem pytał: muszę sprawdzić wykresy, bo mnie chyba kitujesz, że to tak długo...

Dracena dnia Pią 14:51, 15 Cze 2007, w całości zmieniany 1 raz

pomóżcie :)

przede wszystkim witam:) nie ma tu chyba wątku powitalnego to przywitam się tu.
trafiłam tu przez przypadek i z góry mówię że zielonego pojęcia o npr nie mam - pani z nauk przedmałżeńskich płonęła ze wstydu opowiadając o wykresach;) ale ja nie o tym. stosowałam od 6 lat hormonalną antykoncepcję - najpierw tabletki potem plasterki. Teraz z mężem chcemy "postarać się" o córeczkę i w związku z tym mam pytanko. W zeszłą środę odkleiłam ostatni plaster, wczoraj skończył mi się @ i powinnam nakleić nowy (z wiadomych przyczyn tego nie zrobiłam). Niestety zapomnieliśmy o tak przyziemnej sprawie jak gumki i był seks bez zabezpieczeń. A ja od rana sobie wkręcam że napewno zajdę w ciążę (oczywiście bardzo chcę ale wiem że organizm musi "ochłonąć" po hormonach) i tu pojawia się moje pytanie. Biorąc pod uwagę że przed pigułkami miałam cykle 28 dniowe, mam nadzieję że teraz też takie będą, kiedy wypadają mi dni płodne??? Pierwszy dzień cyklu to będzie dzień w którym odkleiłam plaster? Powinnam iść z tym do gina, ale moja zaufana babka będzie dopiero za 2 tygodnie a do innego lekarza nie pójdę (z uprzedzenia;).
Pozdrawiam serdecznie i szczerze wam powiem podziwiam za te wasze wykresiki i wytrwanie w nich:)

Nauczanie NPR

Nie mogłam sie powstrzymać od dopisania się do nagonki na kursy parafialne NPR w cyklu nauk przedmałżeńskich.
Chodziłam na takowy kurs 7 lat temu i na części bardziej osobistej czyt. my i ona czyli nauczycielka pokazałam uprzejmej pani mój notesik z dwuletnimi zapiskami obserwacji. Chymm Pani dość ostrożnie podeszła do pokazywania nam tablic z wykresami na co ja dość śmiało zapytałam owej wszechwiedzącej pani czy wie jak wygląda ciążowy wykres cyklu kobiety, bo przecież ludzie pobierają sie by wspólnie stworzyć rodzinę
NO CÓŻ NA TO PYTANIE NIE DOSTAŁAM ODPOWIEDZI
Tak więc uświadomiłam panią w tej kwestii i nie musieliśmy przychodzić na drugie z przewidzianych spotkań o NPR. To by było na tyle
pozdrawiam agulla

Jak przekonać do NPR?

chciałbym dołączyć się do dyskusji "jak przekonać do NPR" i przedstawić moje doświadczenia i wątpliwości które miałem:

gdy pierwszy raz zetknąłem się z NPR na naukach przedmałżeńskich największym problem dla mnie była "staroświeckość" tej metody, wykresiki na kartkach papieru, wyliczanie dni, to nie dla mnie, jednak samam metoda dała mi do myślenia, dlatego poprosiłem brata który napisał program do wprowadzania i przechwoywania wykresów w formie elektronicznej, jest kilka takich stron jednak wiążą się one z opłatami (a ja nie chciałem za to płacić, w końcu NPR jest za darmo!) i dlatego powstał pomysł naszej strony, moi znajomi też korzystają z NPR dlatego upubliczniliśmy strone dla wszystkich, teraz zbieramy opinie i udoskonalamy program żeby był jak najlepszy, jeśli ktoś chciałby wypróbować to zapraszam: www.rodzina-naturalnie.home.pl, proszę tylko w zamian o komentarz:) z góry dzięki, jakub

PORADNIA RODZINNA- i po krzyku

Ale mi ciśnienie skoczyło. Rozmawiałam przed chwilą z dziewczyną z poradni rodzinnej. Mam jej numer od Siostry która uczy religii w moim gimnazjum. Myslałam- młoda dziewczyna może będzie ciekawie. Ta starsza hogata z którą mieliśmy "przyjemność" na jednej z nauk przedmałżeńskich skutecznie nas na długo odstraszyła, ale najwyższy czas było się za to wziąć.
Zadzwoniłam więc i ta młoda zaczęła nawijać o obserwacjach, że może bym zaczęła prowadzić i przyszła z wykresami (met. objawowo termiczna). To się zaczyna od pierwszego dnia cyklu, jestem w piątym, więc sensu jako tako to nie ma już chyba. Poza tym ustaliła spotkanie na za dwa tygodnie..
Nie może zrobić wykładu, a jak będę chciała zadać pytania i spróbować to SAMA zadecyduję o tym? Nie wiem czy do niej pójdę, zacznie pierniczyć nieżyciowe dyrdymały i tylko znowu się wkurzę...
Jak te metody mają być adekwatne, skoro w stresie okres mi się przesuwał (od pigułek już się nie przesuwa , jak byłam za granicą to przez 4 miesiące nie miałam. Do tego nic na cerę nie skutkowało- dopiero pigułki sprawiły, że wyglądam normalnie. Dobrze się czuję, miesiączki nie bolą, mogę normalnie funkcjonować..
Ech. Poradnia- sradnia. Sruty pierduty. (ale się wyżyłam słownie )
Gdzie znaleźć normalne miejsce, gdzie mnie nikt nie osaczy i nie sprawi, że mi się odechce?
Aha- a na 19.03 sie nie chciała umówić, bo to przecież św. Józefa i trzeba iść do kościoła... A ja pracuję do 19 i nie zdążę i co??
Czy wszędzie jest taka masakra?

A tak w ogóle to w poradni stawiają pieczątki czy tylko parafkę... Bo już mam takie myśli, że sama sobie podpiszę.. Ech.

Problem Boga we współczesnym społeczeństwie

Kiedyś przeczytałam zdanie, że religia jest najbardziej dochodowym kłamstwem wszech czasów...

Mnie najbardziej bawi w naszym społeczeństwie jedna rzecz: wszyscy jak jeden mąż (no dobra, prawie) narzekają na księży, uprawiają seks przed ślubem, stosują antykoncepcję, żyją w konkubinatach, nie chodzą na mszę, u spowiedzi od lat nie byli, a potem lecą się płaszczyć przed proboszczem, żeby im ślubu kościelnego udzielił, gdzie nawiasem mówiąc, popełniają świętokradztwo. I chodzą na nauki przedmałżeńskie, gdzie oglądają jak śluz w dniach płodnych wygląda i ściągają z netu wykresy kalendarzyków małżeńskich, żeby oszukać panią prowadzącą, jak to się temperaturę mierzyło. No i dziecko też ochrzcić "trzeba".

Pana Jezusa w znajomych na naszej-klasie nie mam
Za to mam Tomka K., który ostatnimi czasu chyba 90% naszego roku do swoich znajomych zaprosił

natalia dnia Czw 19:10, 23 Paź 2008, w całości zmieniany 1 raz

od wykresu do dyskusji nie raz powtarzanej

robienie fikcyjnych wykresów, te cale durne nauki przedmalzenskie dla kogoś kto w to nie wierzy prowadzone najczęściej przez panie dewotki od których na kilometr widać ze brakuje im faceta albo chociaz wibratora - to jest jakaś farsa w naszym pięknym kraju. Tym bardziej ze za ślub sie płaci - powinna być to normalna usługa a nie jeszcze jakieś wymagania stawiają i robią z człowieka idiote ze dorosły odpowiedzialny za swoje życie osobnik ściąga z netu wykresy i mowi że to jego. Dla mnie to jest jakaś farsa... oby to znieśli do czasu kiedy ja bede wychodzic za mąż.

Czy jestem w ciąży - programy

Jak jeden jak i drugi nie są zbyt dokładne. Pokazały jajeczkowanie zbyt późno. Myślę że lepszym rozwiązaniem jest rozwiązanie indywidualne dla każdej dziewczyny. Zrobienie własnego kalendarzyka takiego jaki jest promowany w poradniach rodzinnych podczas nauk przedmałżeńskich.
Wiem że to brzmi dość strasznie co napisałem. Ale to co jest tam mówione ma sens.

Codziennie rano o tej samej porze kobieta mierzy temperaturą swego ciała specjalnym termometrem wyskalowanym w skali do 0,25 stopnia Celsjusza. Poprawne wykonanie takiego wykresu pozwala na wyznaczenie z dość dużą dokładnością dni jajeczkowania i właściwego zaplanowania rodziny i współżycia seksualnego.

Polecam przeznaczyć chwilę na prawidłowe poznanie swego ciała.

nauki przedmałżeńskie

Dawno mnie tu nie było. Witam wszystkich.
ja jestem dość świeżo po naukach przedmałżeńskich. To jest 5 spotkań po 2 godziny liczone, czyli na papierku ma się wpisane 10. Nikt mnie nawet nie zapytał o to czy miałam w liceum kurs (bo to jest to samo), ale świadectwo chcieli obejrzeć, wszystko zależy od tego na jakiego się księdza trafi. jeden uzna je za ważne drugi każe chodzic jeszcze raz. (na nauki ma się rozumieć, a nie na religie) Ale ten kyrs to jeszcze nie wszystko... trzeba jeszcze zaliczyć conajmniej dwie wizyty w poradni małżeńskiej. Każą tam arobic wykres całego cyklu miesięcznego kobiety z temperaturami i słuzem, a potem siedzisz przed obcym facetem z przyszłym małżonkiem i musisz opowiadać mu jak wyglądał Twój śluz, a twojemu przyszłemu małżonkowi podsuwa pomysły co można robic podczas dni płodnych gdy nie chce się mieć potomka...

nauki przedmałżeńskie

Cytat:Dawno mnie tu nie było. Witam wszystkich.
ja jestem dość świeżo po naukach przedmałżeńskich. To jest 5 spotkań po 2 godziny liczone, czyli na papierku ma się wpisane 10. Nikt mnie nawet nie zapytał o to czy miałam w liceum kurs (bo to jest to samo), ale świadectwo chcieli obejrzeć, wszystko zależy od tego na jakiego się księdza trafi. jeden uzna je za ważne drugi każe chodzic jeszcze raz. (na nauki ma się rozumieć, a nie na religie) Ale ten kyrs to jeszcze nie wszystko... trzeba jeszcze zaliczyć conajmniej dwie wizyty w poradni małżeńskiej. Każą tam arobic wykres całego cyklu miesięcznego kobiety z temperaturami i słuzem, a potem siedzisz przed obcym facetem z przyszłym małżonkiem i musisz opowiadać mu jak wyglądał Twój śluz, a twojemu przyszłemu małżonkowi podsuwa pomysły co można robic podczas dni płodnych gdy nie chce się mieć potomka...



Na prawdę coś takiego istnieje?? Nie słyszałem o tym mimo iż mój bliski kumpel brał ślub w styczniu, Oni chodzili bodajże tylko na nauki do kościoła i nic poza tym, czyżby to zależało od regionu Polski z jakiego siępochodzi ...?

Dziewczynki


 wprowadzono co prawda jakis przedmiot o nauce zycia w rodzinie

Cytat:Taaaaaaak ????



a nie????
juz go zlikwidowali???
to sorry...za moich czasow jezdzila taka pani i douczala na biezaco jak
postepowac z pijanym mezem i gdzie mierzyc sobie temperature - zgroza!!!
zgroza do najwyzszej potegi!!
prawie mnie wtedy wyrzucono ze szkoly za impertynecje pod jej adresem

Cytat:A w której, i jak daleko jest ta szkoła od najbliższej plebanii
lub regionalnej siedziby AWS.
[sorry za wtręt polityczny i uogólnienie]
[ale nie mogłem się powstrzymać]



e tam...wtrety polityczne to ja lubie - choc mam nadzieje ze nie jestes
mlodych komuchem (czy socjaldemokrata jak kto woli) - bo tych nie cierpie
wyjatkowo (!!!) i zajadle!!!

mowi sie tylko ze tabletki antykoncepcyjne szkodza zdrowiu i

Cytat:| najlepiej uzywac kalendarzyka
Co za bzdury.
Jakie tabletki ? Jaki kalendarzyk ?
Pomoże tylko gorąca modlitwa.
Powie Ci to każda doświadczona katechetka i katecheta.



widac, ze - nie chodziles na religie ani do kosciola (polecam szalenie
interesujacy spektakl; pt. nauki przedmalzenskie - przepiekna historia!
warto isc nawet jezeli nie planuje sie slubu) otoz drogi Tawezie -
KALENDARZYK jest dopuszczalny - a nawet wskazany - mile panie katechetki
ucza nawet jak sporzadzic wykres temperatury i radza by maz pilnowal by zona
co rano nie zapomniala jej zmierzyc!!!

inne srodki stanowczo niewskazane - tabletka tfu tfu - (nie wiem tylko jak
kwestia prezerwatywy?) ale wiem za to co z przedwczesnym wytryskiem bo pani
stwierdzila, ze juz w progu domu widzi, ze taki proceder ma tu miejsce - bo
maz taki poddenerwowany:))) (wyobrazasz sobie moja reakcje??? - prawie
wyrzucila mnie z sali:))))
(uwaga dzieci - tej metody w zargonie zwanej "wyskakiwanka" STANOWCZO NIE
POLECAM (prawie tak samo goraco jak katechetka bo rzeczywiscie mozna dostac
drgawek nerwowych::)

Cytat:| A skurwysyni i inni to akurat moja ulubiona dzialka:))
Czy dokonujesz tu przekroju przez zbiór mężczyzn ?
Czy też wyodrębniaż bliżej nieokreślony (inni) z niego podzbiór ?



nie nie - wrecz przeciwnie:))
daleka jestem od nazywania wszystkich mezczyzn skurwysynami
tacy sa wrazliwi:)))

Cytat:Sorry za ogólne skrzywienie ideolo.



alez nie ma za co:)))

Cytat:Tawez



lola

Moja narzeczona zaczyna stosować metode objawowo-termiczną

Skuteczność metody objawowo-termicznej, owszem, wynosi dokładnie tyle samo, co skuteczność tabletek.
Obie metody muszą być jednak skrupulatnie przestrzegane, by skuteczność faktycznie wyniosła realne max (99,8% w obu przypadkach).

nie pisałabym, by wymagało to wielkiej samodyscypliny (jako matka niemowlęcia, która czsem ledwo na oczy patrzy i nie wie w co ręce włożyć - jakoś sobie z obserwacjami radzę i nie narzekam :) więc tym bardziej poradzi sobie ktoś, kto ma więcej czasu i w tym na naukę metody). Choć n pewno wymaga większego zaangażowania, niż "połknij tabletkę" :)
warunek: pomiar o jednej godzinie (stałej), zaraz po przebudzeniu i jeszcze przed wstaniem z łóżka, przy styku z błonami (pochwa, odbyt, usta), w 1 wybranym miejscu przez cały cykl, cały cykl 1 termometrem, po przynajmniej 3 godzinach snu.
ja tu nie widze problemu.
Obserwacje śluzu wpisuje się również codziennie.
Choroba to sprawa indywidualna, u niektórych wcale nie zakłóca obrazu PTC a wtedyjest jeszcze śluz, z resztą nie chorujemy co miesiąc. Infekcje dróg rodnych? raczej żadna infekcja nie powoduje wydalania śluzu rozciągliwego, więc tu też trudno o pomyłkę ;))) Cjoć zdarza się, że utrudnia, to wtedy mamy też temperaturę.
Tabletki też nie są takie och i ach, wiemy wszyscy (brałam 8 lat) i non stop walczyłam z infekcjami, jak antybiotyk to gumka (których nie cierpię, brrr) bo w takiej sytuacji nie wiadomo kiedy owu wystąpi a w NPR przynajmniej jakieś obeznanie cyklu jest.
No a miesiączka.. nie ma strachu, gdy nie pojawi się w odpowiednim czasie, bo wszystko widac na wykresie (jak przesunie się owu, to i czas wystąpienia miesiączki ulegnie przesunięciu o odpowiednia ilość dni.

Pomimo tego, że zupełnie zgadzam się z informacją, że na kursach przedmałżeńskich różne rzeczy wygadują (niestety), o tyle skuteczność NPR (przy przestrzeganiu pełnych zasad) została potwierdzona przez WHO (Światową Organizację Zdrowia). Ryzyko 0,2 wynosi okresu przedowulacyjnego (może zdarzyć się bowiem bardzo krótki cykl, zupełnie niespodziewanie, stąd ryzyko i w ciągu pełnego roku ciąże u 2 na 1000 kobiet stosujących tę metodę. nie stwierdzono jednak ani jednej ciąży z prawidłowo wyznaczonego okresu niepłodności bezwzględnej (poowulacyjnej).

LISTOPADOWE SZALEŃSTWO :)

Mi tez FF nie chce pokazac tej właściwej tempki na wykresie. Chyba pogoda tak działa. No ale to niewaznie, mam w domciu swój własny wykres, taki pisany. Dostałam go na naukach przedmałżeńskich, sama jestem zdziwiona jak bardzo się przydał. A wtedy wszyscy sie z tego śmiali...

Rocznik 1980

JAK CHODZILIŚMY NA NAUKI PRZEDMAŁZENSKIE [ BYŁY TRZY SPOTKANIA Z PANIĄ SEKSUOLOG] I TAM TEZ MÓWILI KIEDY ROBIĆ DZIEWCZYNKE , A KIEDY CHŁOPCA. ale to trzeba dokładnie wykresy robić z tego co pamiętam. ciekawa jestem jakie sposoby mają w tej książce

(Nie)ziemska wytrwalosc w abstynencji do kolejnej III fazy

Uważam, że zastosowanie kondoma w II fazie jest bardziej niebezpieczne niż seks bez zabezpieczenia w III fazie dobrze wyznaczonej więc nie rozumiem tego. KK niestety, ale tak wszystko argumentuje, że czasem sobie sam przeczy, bo używając takich samych argumentów można podważyć argumenty KK.

Na naukach przedmałżeńskich zachęcają do korzystania z metod naturalnych bo mają taka samą skuteczność jak pigułki, a III faza to 100% pewności. Rotzer mówi, że jeżeli dziecko stanowiłoby zagrożenie życia, to trzeba stosować III fazę a co na to Kościół? Dopuszcza ryzyko błędu? Ja ryzyka w ogóle nie dopuszczam do siebie, jak jest jakaś wątpliwość zero seksu przez kolejny dzień. Bóg daje dzieci i to on zadecyduje czy je będę mieć, bo mogę być bezpłodna. Ale polegając na woli Bożej i nie robiąc nic, można sobie stanąć na drodze szybkiego ruchu i czekać czy mnie zabije czy nie...

U mnie mijają kolejne tygodnie bez seksu, i zanosi się jeszcze na przynajmniej 3 tygodnie. Trudno nie mam zamiaru żyć w abstynencji, bo chyba świra dostanę.

Racja z celibatem u księży. W ich łóżku codziennie nie leży kobieta!

Unikać rozbudzenia- u mnie równa się unikać siebie. Bo każdy ruch mego męża podczas abstynencji powoduje motylki ...

Kiedyś słyszałam taki argument: kobieta po 2 cesarce i lekarze zabronili jej w ciąże zajść przez rok czasu. Odpowiedź księdza: rok abstynencji!!! Cóż chyba mąż musiałby wyjechać za granicę, albo z domu się wyprowadzić...

Wszystko jest pięknie i ładnie, jak są cykle regularne, czytelne wykresy i długa faza lutealna, zero problemów z cyklem. Wtedy można to wszystko wytrzymać, bo nawet NPR cieszy, że się tak wszystko układa. Schody się zaczynają gdy coś się psuje...

I dobrze ktoś tu chyba na tym forum powiedział: że małżeństwa katolickie są narażone na grzech ciężki bardziej niż nikt inny, nawet księża...

Jak przekonać do NPR?

Witam wszystkich

Z uwagą przeczytałam, co napisaliście. I tak na gorąco kilka myśli, które gdzieś się błąkają pod czaszką.
Niestety muszę się zgodzić z faktem, że sposoby stosowane w trakcie przyparafialnych kursów przedmałżeńskich i przedślubnych są żenujące i mogą tylko zniechęcić do NPR. Na szczęście wiele duszpasterstw np akademickich czy wspólnot prowadzi kursy "z sercem", np. wyjazdowe w formie warsztatów. (Jeżeli ktoś byłby zainteresowany, to mogę podać namiary w Poznaniu - proszę o emaile).
Druga sprawa, metod naturalnych trzeba się nauczyć. Nie można zacząć stosować metod w przysłowiową noc poślubną. Ja np. zaczęłam prowadzić obserwacje i pomiar temperatury jakieś trzy lata przed ślubem. Mój przyszły ślubny miał również wgląd w wykresy, dlatego też nie mieliśmy większych problemów, kiedy przyszło do praktycznego zastosowania NPR.
W końcu jedzenie fast foodu jest szybkie i łatwe, a aby zostać koneserem wina trzeba trochę wysiłku i wytrwałości. Ale to w końcu kiperzy są zaliczani do elity, a zwolennicy Big Maców ... jakoś nie słyszałam.

A jeżeli chodzi o ludzi nastawionych anty, z doświadczenia wiem, że nie zawsze warto używać argumentów teologicznych, jeżeli ktoś jest nastawiony anty w stosunku do kościoła katolickiego, to może automatycznie się zablokować. W takiej sytuacji odrzucenie NPR jest konekwencją odrzucenia nauki kościoła w stosunku do płciowości człowieka jako takiej. Polecam książkę Waltera Trobischa "Małżeństwo na nowo odkryte" (wcześniejsze wydanie pod tytułem "Którędy do małżeństwa").

A jeżeli chodzi o skuteczność NPR, a takim argumentem przeciwnicy natury strzelają najczęściej, warto jest opierać się na przykładzie swoim lub znajomych (konkretnych). Ja, np., nie zauważyłam, aby ilość potomstwa wśród moich znajomych stosujących NPR odbiegała specjalnie od średniej krajowej ( czyli NPR nie oznacza - przepraszam - zasady "co rok prorok"). Jeżeli chodzi o stosowanie NPR a nieregularny tryb życia - nie zauważyłam jakichkolwiek problemów, chociaż często podróżuję i prowadzę nerwowy tryb życia ( nie jesteśmy bynajmniej białym małżeństwem ).
Co do wskaźnika Pearla. Niestety zauważyłam, że jeżeli chodzi o jego wartości dla metod naturalnych, to wartości zależą od tego, kto je publikuje (czytaj: sponsoruje), np. serwis "polki" w Wirtualnej Polsce podaje dla metody objawowej wartość 0,9-12 (o ile mnie pamięć nie myli). Fakt faktem, że trudno polemizować z argumentem, że skuteczność NPR zależy od samodyscypliny i świadomości zasad. Termometr jedynie leżący przy łóżku może posłużyć co najwyżej tylko do samouspokojenia ...

Czy peeting w małżeństwie jest grzechem?

No sorry ale byłam na naukach przedmałżeńskich i Pani tłumaczyła na metody wieloobjawowe czy jakoś tak się nazywają i w niej obserwuje się ślus lub bada położenie szyjki macicy i mierzenie temperatury, a potem jakieś wykresy się robi...więc mam dobre informacje moje drogie...

NMPR

a teraz co nieco o mnie.
Naturalne Planowanie Rodziny interesuje mnie juz od jakiegoś czasu. z trzech powodów.

po pierwsze chcielibyśmy z MMŻetem rok po ślubie rozpocząć starania o bejbika. zależy nam [a szczególnie mnie] na spróbowaniu zaplanowania płci dzieci. dziewczynka, chłopiec i dziewczynka. i babci i mamie się udało, więc czemu nam ma się nie udać? a NPR w tym pomaga. przynajmniej teoretycznie. obserwacja siebie pomaga ustalić przewidywany czas owulacji, a miu juz tu pisała co robić dalej. cięższe, ale odporniejsze "dziewczynki" poczekają, a szybsze, ale wrażliwsze "chłopczyki" śmigną i wyprzedzą całą stawkę.

po drugie ostatnio [od sierpnia zeszłego roku, 7 cykli] mam problemy ze zdrowiem. nawet mój ginekolog nie jest pewien czemu. najpierw podejrzewaliśmy tryb życia, później hormony tarczycy [w normie], później hormony kobiece... pomyślałam sobie, że może takie obserwowanie siebie i wsłuchanie się w swój organizm pomoże...? zaczęłam grzecznie wszystko mierzyć i patrzeć.

a powód trzeci... znam na razie tylko ja i MMŻ. i niech tak zostanie. kto bardzo ciekawy, mogę napisać na PW.

od czasu, kiedy zaczęliśmy zabawę [19.12.2007], dużo się zmieniło.
1. juz się przyzwyczaiłam do budzenia się i czasem nawet zapominam, że to zrobiłam [jedynie wpis na karteczce przy termometrze mówi, że zmierzona ].
2. nie jest to dla mnie czarna magia. po obserwacji wykresów koleżanek z internetu i własnych mogę z pełną świadomością siebie powiedzieć co i kiedy.
3. uregulował mi się tryb życia. nie chodzę spać o 5 czy 6 rano [jak się zdarzało]. MMŻ się śmieje, że potrafię skończyć rozmowę: "Kochanie, już późno, idę spać bo o 6:30 tempka!". ale to tylko dobrze na mnie wpływa!
4. MMŻ przekonał się solidnie, ale w dwóch etapach. pierwszym było moje zainteresowanie, opowiadanie mu o tym, doświadczenia innych foremek itd. drugi etap to nasze nauki przedmałżeńskie i świadectwa par tam prowadzących. teraz chce wszystko robić sam, pomagać mi, ekscytuje się i cieszy jak dziecko! to nas bardzo zbliżyło do siebie.
5. poznałam siebie. swoją płodność. i co dzień odkrywam ją na nowo! i uwielbiam te malunki, jakie mój organizm tworzy na czystych kartach...
6. nie korzystam z kart innych ludzi czy organizacji. bazując na nich, ale i obserwując siebie stworzyłam sobie swoją własną kartę. jest niepowtarzalna, ale najbardziej dostosowana do mnie. a uważam, że z kartami obserwacji jest jak z butami - muszą pasować idealnie!
7. stworzyłam sobie również malusie kartki-tabelki do zapisywania rano. nie kropkuje po obudzeniu, bo łatwo o pomyłkę. zawsze jedna z karteczek [jedna na cykl] leży przy termometrze razem z długopisem. nie muszę taszczyć do Gliwic całego segregatora z wykresami - wystarczy karteczka i tez z niej wiele wyczytam.

to chyba tyle.
obserwacje prowadzę w czterech różnych miejscach.
pierwsze to FF, stonka, którą promuje miu miu.
drugie to podobna strona, ale po niemiecku. urzekła mnie wielością określeń śluzu. a dla mojego to potrzebne!
trzecim miejscem są moje papierowe karty, o których juz wspomniałam. wydrukowane na A4 i wkładane w koszulkach do segregatora tworzą swoistą "księgę życia".

a Was zapraszam do czwartego miejsca - przeniesione do internetu moje własne karty, o których wspomniałam. chcę, żebyście widziały dokładnie to, co zapisuję. i patrzyły na mój organizm moimi oczami. oto link wykresy Gwiazdeczki

wszelkie uwagi mile widziane. czy to oficjalnie czy to na PW.
pozdrawiam ciepło.
[i jeszcze raz przepraszam za te dłużyzny! ]

20.09 progr.:"Warto rozmawiać"-temat:antykoncepcja

Zastanawiałam się, czy włączać się do tej dyskusji...
Chodziłam na kursy przedmałżeńskie prawie 14 lat temu i polegało to uczestniczeniu w 4 spotkaniach, z których jedno traktowało o npr. Potem należało z dwoma własnymi wykresami zgłosić się do poradni rodzinnej.
Nie wiem, jak teraz wyglądają takie kursy, ale wtedy prowadziła je pani w wieku zdecydowanie emerytalnym, która owszem, pokazała jedną typową kartę obserwacji i omówiła pobieżnie sposób interpretacji, ograniczając się jedynie do jednej zasady wyznaczania III fazy, potem pokazała jeden wykres bezowulacyjny, nie wspominając nic o możliwości krwawienia śródcyklicznego. Reszta wykładu poświęcona była zagadnieniom etyki chrześcijańskiej. Ponieważ wtedy już od 2 lat prowadziłam obserwacje, miałam książkę Kipley'ów, to wszystko to wydało mi się zdecydowanie niewystarczające. Tym bardziej, że większość par słyszała o tym po raz pierwszy. Odniosłam wrażenie, że pani prowadząca kurs nie ma doświadczenia w npr, jej wiedza była nie tyle książkowa, co broszurkowa.
Na wizytę w poradni (dyżurawała tam równie wiekowa pani) poszłam z najbardziej typowymi wykresami i książką Kipley'ów pod pachą, którą pani zobaczyła po raz pierwszy, zdziwiła się nawet, że jest tak szczegółowa. Dzięki temu uzyskałam wpis do "karty zaliczeń", że znakomicie opanowałam metodę.
A zrobiłam to dlatego, że w poradni (w moim 50-ciotysięcznym mieście jest jedna), były wcześniej moja siostra i koleżanki i wiedziałam, że jeśli przyniosę wykres choć trochę nietypowy, pani stwierdzi, że niedokładnie prowadziłam obserwacje (!) i każe przyjść jeszcze raz. Większość narzeczonych przynosiła w związku z tym wykresy przerysowane z broszurki (albo od znajomej), żeby uniknąć przychodzenia raz jeszcze. Dziwię się tylko, że panie w poradni nie zorientowały się, że większość par przynosi te same wykresy.
A jaki z tej przydługiej opowieści wniosek? Nie jest możliwe nauczenie się npr na tak prowadzonym kursie. Każdy by się zraził, bo mało która kobieta ma idealnie książkowe cykle. Może teraz jest nieco inaczej, kursy zwkle prowadzą doświadczeni instuktorzy, ale w mniejszych miastach bywa gorzej. Wydaje mi się też, że dwie godziny wykładu to stanowczo za mało.
Nasuwa mi się tu taki pomysł. W tej chwili w liceum podstawowy program nauczania biologii przewiduje głównie naukę o anatomii i fizjologii człowieka. Czy nie tu jest miejce na dokładne informacje o cyklu? Jeśli ktoś się tego dobrze nauczy, to łatwo mu potem będzie opanować resztę potrzebnych umiejętności. A przy tym wiedza tak zdobyta nie będzie się kojarzyła z żadną ideologią. Potrzebny jest "tylko" wniosek do komisji układającej podstawy programowe.
A swoją drogą to dziwne, że do niedawna jeszcze w programie nauki biologii nie było ani słowa o człowieku, choć trzeba było dokładnie znać fizjologię roślin i zwierząt. Dobrze, że to się zmieniło, ale na pewno można jeszcze ten program ulepszyć.
Przepraszam wszystkich za przydługą wypowiedź.

proszę o pomoc w interpretacji cyklu

Witam
Mam mały problem z moim wykresem- poprostu nie rozumiem paru rzeczy. dzisiaj jest 33 dc, normalnie bym sie tym nie przejmowałam bo juz takie miałam 2 razy od czerwca, może dlatego że wyszłam za mąż w czerwcu i sie przeprowadziłam do męża- stres. ale w tym razem mój wykres jest jakiś dziwny.

Pierwszy niepokój budzi ilość śluzu,

*pierwszy dostałam już w 8 dc. tj. 8 października,
* 13 i 14 dc nie zobserwowałam żadnego,
* 15 dc miałam go spowrotem i to gęsty i pierwszyBO,
* 17 dc miałam jednorazowe krwawienie, czasem tak mam przy owulacji,
* od 20dc do 22dc mialam BO.
* sluz miałam też od od 15dc do 27dc. (wszystkie jego fazy)
* od 30dc nie mam sluzu tylko wilgotno w pochwie- nie jest to podniecenie - nie można go mieć cay dzień.
* współżyłam z męzem kilka razy ale chyba najistotniejsze są w 15 dc i 1 dzień po jednorazowym krwawieniu(17dc), nie stosujemy prwezerwatyw, tylko przerywany stosunek- gdyz jeszcze dzidziusia nie chcemy.

Drugi niepokój to temperaturka.

* pierwszy raz podniosła mi sie znacząco tj 4kreski ( tj. do 36,3) w 27 dc, wcześniej miałam też 22dc, ale 23 spadła do 36,0; w 24 miałąm 36,1; w 25dc mialam znowu 36,3; w 26dc spadła mi do 36,2 i w 27 do 31 dc miałam 36,3; natomiast w 32dc i 33dc mam juz 36,5.
Z ksiązeczki Elzbiety wójcik o NPR która dostałam na naukach przedmałżeńskich dowiedziałam się, że nie powinnam brać pod uwagę temp. od 22dc do 26 dc- ( chyba, ze żle ziterpretowałam- stosuję tą metodę od stycznia tego roku, więc nie mam doświadczenia),
Gdyby temperaturka była wyższa mogłabym stwierdzić, ze jestem w ciąży, bo wtej ksiązeczce jest przykład wykresu ciązowego, ale pierwsza zwyżka tem. jest do 36,8; tj. w 15dc, natomiast nastepna zwyżka jest pow 37,0c w 28dc.

Wiem, ze stosunek przerywany nie jest idealną metodą, ale chyba lepszy jest od prezerwatyw, których kościół nie akceptuje. WIEM, ŻE MOŻNA ZAJĄĆ W CIĄŻĘ.

Temperaturkę mierzę o 7 rano, mierzę term. elektrycznym, gdyż przy rteciowym czasem mi sie przysneło. Normalna temp. u mnie to od 35,8 do 36,4. Rzadko mam 36,6.

Mam też bardzo dziwne objawy - to mój 3 problem:

Miewałam podobne ale nie wzystkie przy ZNP.

* mdłosci- nie wymiotuję, choć czasami mam wrażenie że polecę zaraz- mam je cały dzień
* boli mnie podbrzusze ( delikatnie- nie tak jak przy okresie,) i czasem bolą jajniki- wczoraj kłuło mnie w prawym i to dość mocno, raz oba, a raz jeden za zmiane.
* produkuję strasznie dużo sliny, zwłąszcza w nocy.
* czasami mam zawroty głowy, ale je miałam 3 dni przed @
* dziwne, nie bolą mnie piersi, tylko brodawki- głównie przy dotykaniu, są też wrażliwsze na dotyk.
* chodzę też czesto sikać 6-10 razy na dobę, czasem w nocy kilka razy, choć są dni kiedy tylko 3 razy i przespię całą noc.
* mam zgagę, i odbija mi się mimo że nie piję napojów gazowanych.
* mam tez wzdęcia mimo, że unikam takich potraw które je wywołują.
* jestem stale zmęczona i śpiąca, mimo ze sie położe wciągu dnia to nie zasnę, tylko leżę z zamknietymi oczami.
* mam ochotę na piwo, i to straszną- moze brakuje mi witaminy b6.
* mam ochote na kiwi, ogórki kiszone nie
* mam ochotę na gołąbki, ale to od sierpnia, więc się tym nie przejmuję.
* drażnią mnie potrawy z papryka- dziwne, bo zawsze je lubiłam
* drażnia mnie bardziej niż zwykle potrawy robione na smalcu, wczesniej mi się tylko zapach nie podobał- wyczułam go zawsze z daleka, ze ktoś smaży na smalcu, ostatnio też drażni mnie smażenie na oleju.
* mam też zabawne sny wczoraj śniło mi się, że chce mi sie piwo a nie moge się go napić bo go niema. Tej nocy natomiast śniło mi się że robiłam test ciązowy i wyszły 2 kreski, że robiłam go 3 razy i wychodziło cały czas tak samo. śniły mi sie też bociany.
Normalnie można zwariować,- może dlatego mi sie to śniło- że byłam wczoraj u babci i próbowała mi wmówić , że żleczuję się bo jestem wciązy .

Proszę o popmoc w interpretacji mojego przypadku.
Do ginekologa wyboire sie po @- jeśli ją dostanę- bo mam takie szczęście ze dostaję w dniu kiedy mam u niego wizytę( jeśli mi sie spóżnia).

Jeśli zrobiłam jakieś błędy w ortografi to przepraszam.

Dzieki z góry za odpowiedzi.

Prezerwatywy -come back

Był taki temat ale nie zdążyłem się wypowiedzieć. Jego poziom nie był wysoki- ale zamierzałem doinformować obywateli co by wiedzieli co nie co więcej na ten temat. Umieszczam artykuły w celach informacyjnych a nie w celach dyskusyjnych więc można go od razu zamknąć. Chyba że wola inna będzie.
Dla tych co w poprzednim temacie ( i jemu podobnych) deklarowali się jako należący do KK a występujący przeciwko jego nauce dotyczącej antykoncepcji polecam do poczytania dwumiesięcznik-"Miłujcie się" chyba jedyne czasopismo które stawia sobie za cel traktowanie (oczywiście nie tylko) o takim trudnym temacie jak seksualność człowieka. Znajdziecie tam odpowiedzi na standardowe zarzuty propagandy lobby stojącego za antykoncepcją. Praktycznie w każdym numerze są 2-4 artykuły poruszające te problemy. Wygrzebałem jakiś archiwalny numer z którego cytuje wybrane artykuły ( a raczej ich fragmenty) -na końcu wcześniej trochę historii i aktualności.
Nczas nr 14 IV 2009 st40
ADAM WIELOMSKI
Przy okazji ostatniej pielgrzymki Benedykta XVI do Afryki wybuchła „afera gumkowa". Z całej pielgrzymki świat „postępowy" zapewne zapamięta wyłącznie papieskie „nie" dla prezerwatyw. Cóż, nic na to nie poradzimy, że prezerwatywa staje się symbolem nowoczesności, a sceptycyzm co do gumek - oznaką postawy reakcyjnej. Jaka nowoczesność, taka reakcja. Postępowcom możemy tylko pogratulować symbolu nowoczesności; zarazem zwracamy skromnie uwagę, że nie powinni dłużej twierdzić, iż kulty falliczne stanowią wyraz cywilizacyjnej niższości.
Warto jednak, korzystając z tej okazji, przypomnieć krótką historię prezerwatyw. Zapewne mało kto z naszych Czytelników wie, że prezerwatywa to wynalazek żydowski. Popularne gumki wymyślił niejaki Julius Fromm (1883-1945). Wskażmy przy tym, że Fromm znaczy po niemiecku - zapewne także w jidysz - „pobożny". A więc Julius Fromm winniśmy przetłumaczyć jako „Pobożny Juliusz". Tenże Pobożny Juliusz pochodził z rodziny żydowskiej, która osiedliła się w Niemczech, przybywszy tu ze Wschodu, a konkretnie z Rosji (w języku polskim określamy takich Żydów mianem „Litwaków").
Sam pomysł prezerwatyw narodził się w czasie I wojny światowej, gdy Pobożny Juliusz zaobserwował niepokojące zjawisko w postaci tysięcy niemieckich żołnierzy, którzy chorowali na choroby weneryczne w wyniku przypadkowych kontaktów seksualnych, mających miejsce na tyłach wojennych frontów. Pobożny Juliusz wpadł więc na pomysł, że na wojnie można przecież zarobić. I wymyślił popularną gumkę jako środek ochronny w przypadkowych kontaktach seksualnych. Prezerwatywy zaczął produkować masowo w 1916 roku, na potrzeby niemieckich żołnierzy, dorabiając się przy tym wielkich pieniędzy. Produkcja szła także pełną parą w okresie Republiki Weimarskiej.
Ale to dopiero początek historii. Śmiesznie zrobiło się po dojściu do władzy narodowych socjalistów dowodzonych przez towarzysza Adolfa Hitlera. Fiihrer, jako socjalista, oczywiście był zwolennikiem „emancypacji" i zwalczania „burżuazyjnych przesądów seksualnych". Dlatego też z początkowej liczby 25 milionów prezerwatyw rocznie (1922 r.) ich sprzedaż w III Rzeszy szybko wzrosła do 70 milionów sztuk. Pobożny Juliusz kazał więc wywiesić w kantynie fabryki flagi hitlerowskie i portrety Adolfa Hitlera. Proszę na ten fakt zwrócić uwagę: żydowski biznesmen nie waha się ostentacyjnie popierać Adolfa Hitlera i narodowy socjalizm. Dzieje się tak, mimo że jest Żydem, gdyż biznes uważa za ważniejszy od zdrowia i życia swojego i milionów swoich rodaków. Tak, proszę Państwa - Julius Fromm popierał nazistów!
Hitlerowcy nie byli jednak zainteresowani poparciem udzielonym mu przez zamożnego Żyda i postanowili przejąć fabrykę. Budzi jednak wątpliwość to, czy zdecydowali się na ten krok dlatego, że Fromm był Żydem, czy dlatego, że produkcja prezerwatyw przynosiła gigantyczne dochody? W każdym razie w roku 1936, w ramach polityki „ary-zacji" (Arisierung), Julius Fromm został zmuszony do sprzedaży swoje fabryki niejakiej Elisabeth Edle von Epenstein-Mauternburg. Nazwisko to polskim Czytelnikom zapewne nic nie mówi, dlatego warto wspomnieć, że owa pani była matką chrzestną nie byle kogo, ale samego Hermana Góringa. W ten sposób gumki zostały „odżydzone" i przestały kojarzyć się z „syjonistycznym wrogiem". Nabrawszy teraz charakteru „nordyckiego", stały się jednym z ważniejszych gadżetów narodowo-socjalistycznej kultury seksualnej.
Nazizm był ruchem rewolucyjnym moralnie, chciał zerwać z „burżuazyjnymi" normami etycznymi, także seksualnymi. Wszak jego źródło stanowił tzw. volkizm, a jednym z przejawów tego ostatniego był nudyzm, czyli latanie na golasa po germańskich lasach i polach. Motywy te zostały rozwinięte w okresie III Rzeszy. W roku 1934 podręcznik dla liderek ruchu dziewczęcego (Bund Deutscher Madel) nakazywał zachęcanie podopiecznych do aktywności seksualnej przed ślubem. Nastoletnie matki stały się w III Rzeszy codziennością, podobnie jak szpitale przepełnione chorymi na choroby weneryczne. Promiskuityzm był oficjalnie propagowany. Propaganda rozwiązłości seksualnej szła w parze z promocją prezerwatyw, które były dostępne na każdym kroku - na przystankach autobusowych, w metrze, toaletach publicznych. Prawdopodobnie to w III Rzeszy wymyślono urządzenie do sprzedaży prezerwatyw, gdzie wrzuca sięmonetę i wyskakuje gumka. Produkowano przynajmniej trzy rodzaje automatów tego rodzaju i stawiano je w miejscach publicznych.
Produkty te miały za swój cel „rekreację" przedmałżeńską, ale także i pozamałżeń-ską. To w III Rzeszy zaczęto oficjalnie sprzedawać „rozbierane" kalendarze, na których rozmaite Helgi i Kunegundy prezentowały swoje powaby ku chwale rasy aryjskiej. Roznegliżowane panienki gościły także w tygodnikach ilustrowanych SS i NSDAP.
W czasie II wojny światowej prezerwatywy zaczęły być towarem jeszcze pilniej poszukiwanym, choć teraz produkował je nie Żyd Fromm, lecz matka chrzestna Hermanna Góringa. Podczas wojny każdy żołnierz otrzymywał jako standardowe wyposażenie 12 prezerwatyw na zaspokojenie potrzeb seksualnych w miejscowych lub finansowanych przez Wehrmacht burdelach. Była to nagroda oraz rodzaj stymulacji dla żołnierzy. „Dbanie o zaspokojenie potrzeb seksualnych musi być jednym z najważniejszych instrumentów propagandowych. Nie mogę zabraniać naszym chłopcom dobrej zabawy" - twierdził Adolf Hitler.
Pobożny Juliusz zmarł w 1945 roku. Po wojnie syn Juliusa Fromma - Herbert -starał się o odzyskanie fabryki i znaku firmowego. Jednak fabryka nie została jego ojcu odebrana, lecz została od niego odkupiona, w związku z czym krewni Hermanna Góringa weszli w jej posiadanie zgodnie z prawem. Ostatecznie Herbert Fromm odkupił od rodziny marszałka Rzeszy prawo do nazwy za sumę 174 tyś. marek. •
PS W tekście wykorzystano informacje z niemieckojęzycznego portalu kreuz.net, które zostały przetłumaczone przez Filipa Zabijaka i zamieszczone na portalu konserwatyzm.pl.

Nczas nr 14 IV 2009 str27-28
Teraz masoni
BOGDAN DOBOSZ
Wśród krytyków papieskich wypowiedzi o prezerwatywach znalazł się także ruch wolnomularski. Trzy ośrodki masońskie - Grand Orient, Wielka Loża Kobieca Francji i Federacja Prawa Człowieka - wydały nawet w tej sprawie wspólny komunikat. Jest w nim mowa o „zdumieniu i oburzeniu wobec nieodpowiedzialnych wypowiedzi" Benedykta XVI „przeciw używaniu prezerwatyw jako środka prewencyjnego" wobec wirusa HIV. Komunikat jest dość obcesowy, by nie napisać: chamski.
Fartuszkowcy „niepokoją się" o papieża i „aktualny stan umysłu tak wysokiego hierarchy Watykanu". Przypomina się historię „negacjonizmu" abp. Williamsona oraz ekskomunikę matki nieletniej Brazy-lijki i lekarzy, którzy dokonali aborcji. Masoni powołują się w swojej krytyce na sprzeczność nauk Kościoła z „oczywistością naukową". Ostrość swojego stanowiska bronią tezą o zagrożeniu ludzkiego życia przez wypowiedzi Benedykta XVI. Loże wspierają tu krytyczne wobec papieża stanowisko francuskiego rządu (swoją drogą ciekawe, czyja krytyka przez kogo była tu inspirowana) i korzystają z okazji, by przypomnieć „nienaruszalność zasady laickości państwa". Owa laickość „gwarantuje pełną wolność wyznania dla wszystkich obywateli", ale jak widać, wyznanie wiary nie może stać w sprzeczności z „oczywistością naukową". Naukowa nieomylność zapewne przynależy zaś już do atrybutów loży. Krytykowanie Benedykta XVI trwa.
Mediom podpadł także arcybiskup Orleanu Andrzej Fort, który na antenie radiowej zakwestionował 100-procentową skuteczność prezerwatyw w zabezpieczeniu przed AIDS. Zaproponował nawet, aby podobnie jak na paczkach papierosów o zagrożeniu zdrowia, umieszczać na prezerwatywach napis o „niepełnej skuteczności" tego środka. Także jemu zarzucono „nienaukowość". Lekarze (w imieniu przemysłu gumowego?) zapewnili, żev wszystkie sprzedawane we Francji prezerwatywy „produkowane są pod kontrolą" i spełniają odpowiednie normy.
Na okoliczność prezerwatyw przepytano także przedstawicieli innych religii. Rabin Josy Eisenberg powiedział, że zasadniczo prawo rabinackie zakazuje jakiejkolwiek antykoncepcji dla mężczyzn (przyzwala natomiast na to kobietom), ale w przypadku zagrożenia życia niektórzy rabini są tu bardziej „liberalni".
Od poglądów masonów, „laickich republikanów" i libertynów nie odbiegają natomiast poglądy islamu. Przynajmniej w interpretacji Dżelala Seddiki z Instytutu Teologicznego przy Wielkim Meczecie Paryża. Stwierdził on, że „dogmaty dogmatami, ale przy wdrażaniu ich w życie trzeba zachowywać pragmatyzm i otwartość". Jego zdaniem, islam nie tylko aprobuje prezerwatywy, ale także każdą inną antykoncepcję, a nawet aprobuje aborcję. Okazuje się, że nadsekwański islam awansował do czołówki postępu... Przynajmniej w kategorii kondomów.

Miłujcie się nr 5-8 2001 str 38
Chciałam też na podstawie moich doświadczeń ustosunkować się do najczęściej powtarzanych argumentów przeciwko stosowaniu metod naturalnych:
1. Są mało skuteczne, a ja nie mogę pozwolić sobie na poczęcie dziecka w tej chwili. Nieprawda, dobrze stosowane są bardzo skuteczne. Ja też czekam z poczęciem dziecka, bo wcześniej chcę skończyć studia, stosuję metodę prawie trzy lata z całkowitym powodzeniem.
2. Są trudne, trzeba mieć dużą wiedzę, żeby się ich dobrze nauczyć. Nieprawda. Moja mama (lekarz) nauczyła mnie prowadzenia obserwacji cyklu miesiącz-
kowego w wieku 15 lat, kiedy posiadałam wiedzę na poziomie szkoły podstawowej. Wystarczy dobry podręcznik, zrozumiale napisany i każdy może się ich nauczyć.
3. Wymagają regularnego trybu życia i wielkiej systematyczności. Będąc studentką medycyny często zarywam noce. Wcale nie mierzę temperatury zawsze o tej samej porze, a mimo to uzyskuję czytelny wykres. Zmiany śluzu natomiast przy pewnej wprawie zauważa się automatycznie. Trzymam na biurku kartkę, na której zapisuję codziennie znaną mi literkę, i to wszystko.
4. Przeziębienie i gorączka mogą zakłócić przebieg temperatury. Raz zdarzyło mi się, że miałam infekcję grypową w czasie, kiedy mógł wystąpić wzrost temperatury związany z owulacją. Wtedy trzeba uważnie obserwować zmianę śluzu i ewentualny ból owulacyjny, a dla pewności odczekać, aż ustąpią ostre objawy infekcji. Jeśli temperatura nadal będzie podwyższona, to prawdopodobnie owulacją nastąpiła w czasie gorączki.
5. Stany zapalne pochwy i upławy mogą uniemożliwić obserwację śluzu. Tak, to prawda, ale jeśli wystąpią takie objawy, należy udać się do ginekologa i wszelkie zakażenia dróg rodnych leczyć. Nie leczone mogą prowadzić do zapalenia jajowodów, będącym częstą przyczyną bezpłodności. Ponadto należy poczekać ze współżyciem do czasu wyleczenia infekcji, bo przecież często jest ona zaraźliwa.
Starałam się przedstawić moje argumenty za stosowaniem metod naturalnych. Stosowanie tych metod jest całkowicie zgodne z moralnością chrześcijańską. Dla nas, chrześcijan, życie w zgodzie z Bogiem i spokój sumienia jest bardzo ważnym argumentem. Postanowiliśmy wraz z mężem naszą rodzinę budować na wierze w Chrystusa i etyce chrześcijańskiej.
Ania studentka IV roku Wydziału Lekarskiego.
Miłujcie się nr 5-8 2001 str 39
Z chrześcijańskiego punktu widzenia życie człowieka jest nadrzędna wartością. Człowiek, stworzony przez Boga, otrzymał w darze płodność - zdolność przekazywania życia. Tej płodności z natury rzeczy towarzyszy przyjemność seksualna, która, choć zajmuje istotne miejsce w Bożej koncepcji relacji międzyludzkich, jest podporządkowana płodności. Człowiek natomiast wysunął własną antykoncepcję, w której życie dziecka jest mniej istotne, niż przyjemność seksualna, aż w końcu staje się jedynie niepożądanym efektem działań płciowych. Gloryfikując doznania, człowiek wynalazł mnóstwo środków, które eliminują ów „produkt uboczny", zaczynając od środków i technik zapobiegających zapłodnieniu, a kończąc na wywołujących poronienie oraz na aborcji. W propagandzie tych środków człowiek zagubił pojęcie odpowiedzialności za własne czyny, oczekując, że jakieś przedmioty lub środki uczynią go bardziej odpowiedzialnym. Tymczasem odpowiedzialność, bez której nie ma mowy o miłości, wymaga zaangażowania rozumu i woli oraz gotowości ponoszenia konsekwencji własnych czynów.
Dzisiejszy stan wiedzy o człowieku pozwala w pełni powrócić do Bożej koncepcji płciowości, w której doznania seksualne są podporządkowane funkcji przekazywania życia. Stosując metody naturalne możemy z całą odpowiedzialnością podejmować konkretne działania w zależności od oczekiwanego wyniku: powstrzymywać się od współżycia oraz współżyjąc w okresach płodności lub nie-
płodności. Wówczas poczęcie dziecka staje się bezpośrednim skutkiem naszych decyzji i działań, a nie niespodzianką, „wpadką" spowodowaną niejakościowym lub po prostu nieskutecznym środkiem. W tym tkwi diametralna różnica pomiędzy Bożą koncepcją, a ludzkim myśleniem antykoncepcyjnym.
Pozorne podobieństwo pomiędzy metodami naturalnymi a antykoncepcją wynika jedynie z porównania skuteczności jednego i drugiego w przypadku nie planowania poczęcia oraz pod względem szkodliwości, l choć metody naturalne w tym porównaniu wypadają bardzo korzystnie, jednak motywacją do ich stosowania powinno być raczej pragnienie życia w zgodzie z zamysłem Stwórcy. •

[/i]

Jak Kościół płodności naucza

Niektórzy uczestnicy obowiązkowych kursów przedmałżeńskich zastanawiają się, czy Kościół na pewno powinien nauczać o seksie. – Spotkania te nie są dostosowane do dzisiejszych czasów. Kiedy prowadzący spotyka się z ludźmi, którzy mają 25-30 lat i mówi jak wygląda penis, to jest to śmieszne – mówi Piotr, jeden z absolwentów kursu. Nie zawsze jednak tak jest.

Spotkania przedmałżeńskie, czyli cykl przeważnie 12 katechez, są obowiązkowe. Kursanci dowiadują się m.in. o teologii sakramentu małżeństwa, znaczeniu miłości małżeńskiej i konieczności jej kształtowania na różnych etapach życia małżeńskiego, a także o szkodliwości i niedopuszczalności antykoncepcji, środków poronnych i sztucznego zapłodnienia. Następnie, podczas obowiązkowych trzech spotkań w poradni dla narzeczonych, poznają m. in. metody naturalnego rozpoznawania płodności. Podobne tematy są poruszane dlatego, tłumaczy ks. Paweł Pacholak z Archidiecezji w Poznaniu, że w protokole przedślubnym małżonkowie deklarują, że akceptują wymagania Kościoła co do etyki życia małżeńskiego. – Takie nauczanie można przyjąć, jeżeli przedstawi się narzeczonym jego prawdziwą i całościową formę. Inaczej byłoby to zmuszaniem ludzi do fałszywego składania oświadczeń – tłumaczy.

Kontrowersyjna antykoncepcja

28-letni Piotrek jest absolwentem weekendowych katechez przedmałżeńskich. Mówi, że najbardziej zdziwiła go dyskusja dotycząca antykoncepcji, która sprowadzała się do tego, że małżeństwo prowadzące spotkanie promowało wyłącznie wypowiedzi osób popierających metody naturalnego planowania rodziny (NPR). Szukano przy tym słabych punktów innych metod antykoncepcji niż NPR.

Po zakończonym już kursie, w trakcie prywatnej rozmowy Piotra z jednym z prowadzących spotkanie, doszli do wniosku, że trzeba by najpierw zdefiniować pojęcie antykoncepcji, żeby można było mówić o jej mocnych i słabych stronach. Okazało się, zauważa Piotr, że w zasadzie cała trwająca podczas kursu dyskusja była nie na temat, gdyż Kościół odmiennie rozumie ten termin. Nie chodzi mu bowiem o środki antykoncepcyjne, ale przeciwstawianie się koncepcji Bożej. Jest nią np. cykl miesiączkowy kobiety, w którym występują dni płodne i niepłodne. – Stosując hormonalne środki czy prezerwatywę człowiek zaburza zamysł Boży, gdyż kocha się wtedy, kiedy kobieta ma dni płodne, ale nie chcąc, żeby doszło do poczęcia. Takie zachowanie stoi jednak w sprzeczności z zamierzeniami Boga – tłumaczy Piotr. Zaznacza, że podobne argumenty o wiele łatwiej jest przyjąć i zrozumieć. Natomiast dyskusja w trakcie kursu nie sprowadzała się do omawiania antykoncepcji jako sprzecznej z zamysłem Bożym, ale – porównania metod zapobiegania niepożądanej ciąży.

Inaczej było w przypadku 24-letniej Magdy. Wspomina, że ksiądz powiedział kursantom wprost, że nic nie będzie mówił o wychowaniu dzieci czy seksie, gdyż po prostu się na tym nie zna. Zaznaczył, że w tej kwestii może tylko doradzać, ale nigdy pouczać. Spotkanie wydało jej się dopiero wtedy krępujące, kiedy przyszła pani z poradni rodzinnej. Większość kursantów czuła się skrępowania, kiedy zaczęła mówić o intymnych sprawach na forum. – Musieliśmy potem umówić się z nią na indywidualne spotkanie, podczas którego nie rozmawialiśmy już o naturalnym planowaniu rodziny, tylko o nas jako parze. Trochę dziwnie się czułam, kiedy nas przepytywała – wspomina Magda.

Piotra najbardziej zdziwiła stronnicza postawa prowadzących kurs. Mówi, że przedstawiane były m.in. wybiórcze argumenty dotyczące np. środków hormonalnych. Prowadząca spotkanie lekarka starała się obalić teorie od dawna stosowane w praktyce. Na przykład taką, że środki hormonalne przyjmują kobiety, które mają problemy zdrowotne, takie jak zaburzenia cyklu miesiączkowego.

„Przymus” robienia wykresu

Podczas obowiązkowych trzech spotkań w poradni rodzinnej kursanci uczą się w praktyce naturalnych metod planowania rodziny. W tym celu dostają specjalny zeszyt, w którym muszą zapisywać comiesięczne obserwacje. Wyniki analizują podczas kolejnego spotkania w poradni. 25-letnia Ania, chodząca na spotkania do jednej z warszawskich parafii, otrzymała zeszyt obserwacji metody objawowo-termicznej (podwójnego sprawdzenia). Miała zaznaczać w nim m.in. pierwszy dzień cyklu, konsystencję śluzu w poszczególnych dniach, odczucie (czy było sucho, wilgotno czy mokro), oraz to, czy w danym dniu miała napięcie w piersiach. Praca domowa polegała na codziennym, przez trzy miesiące, mierzeniu temperatury jeszcze przed wstaniem z łóżka. Wyniki miał zapisywać w książeczce partner Ani. Przyznaje, że podczas tych „przymusowych” spotkań czuła się skrępowana. – Nie zdarzyło się jeszcze, żeby kogoś takie spotkania obraziły albo żeby poczuł się źle. Niektóre osoby z własnej woli decydują się na kontynuowanie kursu – mówi osoba prowadząca spotkania w poradni rodzinnej, która nie zgodziła się na podanie nazwiska.

Zdaniem prowadzącej para, która chce zawrzeć małżeństwo sakramentalne, powinna mieć dobrze uporządkowaną wykładnię etyczną. – Ponieważ Kościół chce mieć pewność, że faktycznie tak jest, przeprowadza cykl spotkań, podczas których dokładnie omawiane są różne tematy, również te związane z intymnością partnerów – tłumaczy. Zaznacza, że antykoncepcja nie mieści się w etyce małżeństwa sakramentalnego, więc Kościół w zamian proponuje i objaśnia inne metody rozpoznawania płodności i zapobiegania niechcianej ciąży.

Osobami nauczającymi NPR w poradniach rodzinnych nie są wyłącznie lekarze, ale również osoby, które tą metodę po prostu praktykują. Podczas pierwszego spotkania omawiana jest zwykle budowa i specyfika narządów rodnych. Niektórzy posługują się w tym celu prezentacją. Na drugim spotkaniu para analizuje cykle własne lub obcych osób, określając płodność i niepłodność. Prowadząca przyznaje, że wiele par nigdy wcześniej na takie tematy nie rozmawiało. – Nie zdarzyło się, żeby ktoś odczuwał dyskomfort, że nagle musi o tym mówić – przekonuje.

Ks. Pacholak pytany o to, czy Episkopat rozważał kiedyś wprowadzenie spotkań w poradni rodzinnej jako nieobowiązkowe, zaprzecza. – Założeniem katechez przedmałżeńskich jest ukazanie wizji życia małżeńskiego i rodzinnego wynikającej z Bożego Objawienia i nauczania Kościoła, m. in. podstaw teorii NPR. Natomiast poradnia dla narzeczonych ma w jakiejś mierze pokazać praktykę – tłumaczy. Rozważa się raczej, w jaki sposób lepiej, czytelniej i bardziej przekonująco, mówić o tych sprawach tak, żeby nie budziły niepotrzebnych emocji, a przedstawione w nich treści były jak najlepiej zaprezentowane. Bo tak naprawdę, mówi ksiądz, jest to kwestia przekazu i atmosfery wytwarzanej wokół, a nie samego tematu. Podkreśla, że sama metoda już w swoim założeniu jest dla obojga małżonków, a nie wyłącznie dla kobiety.

Seks nie dla Kościoła

Zdaniem Piotra współczesne katechezy przedmałżeńskie nie są właściwie dostosowane do potrzeb naszych czasów. – Może były dobre pół wieku temu, ale nie w dobie powszechnego dostępu do Internetu, gdzie na wielu stronach widnieje zakładka „seks”. Kiedy prowadzący spotyka się z ludźmi, którzy mają 25-30 lat i mówi im, jak wygląda penis, to jest to po prostu śmieszne – mówi. Jednak wyniesionych z kursu nauk uważa za bardzo pożyteczne. Chodzi m.in. o testy psychologiczne dotyczące pary i tego, nad czym powinni jeszcze wspólnie popracować. Jego zdaniem spotkania powinny przede wszystkim dotyczyć aspektów psychologicznych, relacji partnerów, a nie seksu czy antykoncepcji, których Kościół po prostu nie umie nauczać. Odmiennego zdania jest 24-letni Darek. Dla niego zarówno katechezy przedmałżeńskie, jak i spotkania w poradni rodzinnej, nie były zaskoczeniem. - Kiedy zobaczyłem jedną z książek, które wyjęła prowadząca, wiedziałem już, czego mam się spodziewać. Że będzie krótkie powtórzenie biologii ze szkoły średniej, jak również informacje dotyczące naturalnych metod planowania rodziny – mówi.

Ponad połowa, bo 63% osób biorących udział w ankiecie WP przyznaje, że nie stosuje powszechnie uważanych za naturalne metod zapobiegania ciąży, a 36%, że stosuje. W badaniu wzięło udział 2286 osób.

Anna Kalocińska (Sztandera), Wirtualna Polska

Ogłoszenia Parafialne

Obowiązkowego szkolenia ideologicznego małżonków ciąg dalszy...